| |
Dlaczego został pan artystą?
JM: To jest najważniejsze pytanie, na które sam sobie będę próbował odpowiedzieć. Nie ma wyraźnie takiego powodu, to jest gdzieś taka głęboko ukryta tęsknota, jakieś pragnienie wypowiadania się. Po prostu, jeśli się ma talent on wymaga wypowiedzenia się, używania go. Tak jak każdy ma ulubione zabawy, książki, czy ulubione sposoby spędzania czasu. Tak samo jest z talentem to jest pewna taka jakaś umiejętność. Tak jak jedni lubią matematykę inni wolą polski. W ten sposób ujawniają się pewne predyspozycje. Dla mnie okazało się, że to jest sposób na życie. No i poszedłem za tym. To jest chyba nie od nas zależne. Nie można sobie tak powiedzieć: chyba będę artystą... bo mi się to podoba; to się nie musi sprawdzić trzeba mieć do tego pewne predyspozycje, umiejętności i trochę uporu, bo to jest bardzo trudne zajęcie.

Czy jak był pan małym chłopcem chciał pan zostać malarzem?
JM: Nie, ale bardzo lubiłem malować i rysować. Malowałem konie ze znaczków pocztowych, to pamiętam, bardzo się wszystkim w rodzinie podobało, wujkom i ciociom, mówili, że tak ładnie konie naśladuję; ale nie miałem takich myśli, nie; trafiłem do malarstwa okrężną drogą, raczej pociągały mnie przedmioty techniczne, interesowałem się bardzo fizyką, techniką - chodziłem do średniej szkoły technicznej. Uczyłem się w Technikum Elektronicznym. Przygotowywałem się do zawodu, który jest związany z komputerami. W czasach, kiedy ja się uczyłem komputery wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiaj, ale to był mój cel. Rysować i malować - tak na poważnie zacząłem - dopiero w szkole średniej. To nie było takie proste, że od dziecka chciałem malować. Jako dziecko, będąc w waszym wieku malowałem tak jak wszyscy, nic szczególnego wtedy w tym nie było.

Powiedział pan, że dopiero w szkole średniej zaczął się na serio zastanawiać nad malowaniem, ale czy pan sam pomyślał - fajnie rysuję podoba mi się to - czy ktoś Pana nakłonił do tego?
JM: To była moja decyzja, po prostu coraz bardziej mnie to wciągało. Wydawało mi się, że jest to możliwość wypowiadania się, mówienia o świecie, o tym co widzę, o wypowiadaniu moich emocji, moich nastrojów. To była moja decyzja. Nie miałem kontaktu z żadnymi artystami. Moi rodzice się tym nie zajmowali ani nikt w moim środowisku się tym nie zajmował to też nikt nie był w stanie mi nic doradzić, powiedzieć - ty masz talent, jesteś zdolny i powinieneś się tym zajmować. To była moja potrzeba, którą rozwijałem, ponieważ byłem coraz bardziej świadomy, że mi się podoba i chcę to robić. Postanowiłem się tym poważnie zająć. Sam jestem za to odpowiedzialny.
Jak długo powstaje obraz?
JM: Nie ma reguły. Po pierwsze każdy artysta ma jakiś swój rytm pracy. Jeśli chodzi o moje obrazy to też nie ma reguły, dlatego, że czasami pomysł jest bardzo silny, bardzo wyraźny i nie potrzeba dużo czasu żeby ten obraz powstał wystarczy jeden dzień. Czasami przychodzi się do pracowni i zaczyna się mieć wątpliwości, że to nie jest tak, jak powinno być, więc zaczyna się coś w nim poprawiać, a jak się poprawia to się najczęściej popsuje to, co było wczoraj i zaczyna się taki żmudny proces malowania, które potrafi trwać bardzo długo.
Obraz powstaje tyle czasu ile to wymaga zdaniem artysty do osiągnięcie stanu, który jest najdoskonalszy. Tak, że nie ma na to jednej prostej odpowiedzi.
Jest na tej wystawie obraz, nawet kilka obrazów, do których wracałem po dwóch, trzech, czasem nawet po czterech latach. Ciągle coś mi w nim nie pasowało. Można powiedzieć, że malowałem przez sześć lat jakiś obraz, bo do niego przez te sześć lat ciągle wracałem. Od momentu, kiedy zacząłem go malować aż do tego dnia, kiedy był już gotowy minęło sześć lat. Oczywiście nie chodzi tu o dosłowne malowanie, że się przez sześć lat macha ręką, ale też nie na tym polega malowanie żeby machać ręką, ale żeby z sensem malować.
Ile obrazów pan namalował?
JM: Gdyby wziąć pod uwagę tylko te obrazy na płótnie to myślę, że koło 300 - mniej więcej (ja nie liczę ich), natomiast te, o których wiem, że są jest około 200. Razem z tymi, które kiedyś malowałem, potem niszczyłem, albo przemalowałem to może będzie nie więcej niż 300. No gdyby dodać do tego jakieś akwarele, czy gwasze to byłoby więcej. Myślę, że może 500.
Czym się pan kieruje malując obrazy?
JM: Dla mnie bardzo ważna jest postawa obserwowania świata. Pomysły do obrazów pojawiają się w bardzo dziwnych sytuacjach - moją zasadą jest uważne patrzenie na świat. Dlaczego jakieś wydarzenie, jakiś moment staje się dla mnie powodem do namalowania obrazu to ja sam dokładnie nie wiem? Myślę, że jest to przywilej artysty. Dzieje się to często poza świadomością i jest to sprawa intuicji, wyczucia.
Zdarzają się czasem zabawne, niezwykłe sytuacje, które stają się motywem obrazów. Na przykład jest na tej wystawie obraz, na którym starsza pani wsiada na rower. To był obraz, który zauważyłem w mgnieniu oka jadąc samochodem. Albo inny, na którym pani wchodzi w drzwi. To jest obraz z czerwonymi drzwiami i z białą ramą. Widziałem tę scenę w mgnieniu oka i nie zdążyłbym nawet zrobić zdjęcia, ale zapamiętałem ją. To była bardzo piękna klasyczna scena, kiedy jakaś kobieta wchodzi przez drzwi do domu, którego ani ja nie znam ani nigdy nie poznam. Zdążyłem tylko zapamiętać adres tego domu Rogozina 35 - to jest taka wieś chyba gdzieś koło Szczecina można by nawet odnaleźć to miejsce, ale oczywiście to nic nie będzie miało już wspólnego z obrazem.
To nie chodzi pan na przykład nad Wisłę lub na plażę, aby namalować obraz?
JM: Chodzę i nad Wisłę i na plażę, ale nie z takim zamiarem, że namaluje obraz. Jednak często szkicownik mam ze sobą, bo mogą się zjawić jakieś takie zobaczenia, na które trzeba zareagować i wtedy szkicownik bardzo się przydaje. Myślę, że tutaj gdzieś w tych rysunkach są takie właśnie rysunki, które zrobiłem obserwując pewne sytuacje. Bardzo dużo obrazów namalowałem z otoczenia mojej pracowni. Maluję w chałupce, poza miastem. Tam nie ma nic szczególnego, ale długo tam siedząc znalazłem dużo ciekawych dla mnie motywów.
Np. studnia - to jest studnia koło mojej pracowni, albo szopy, czy dom w budowie..
Rzeczywiście nie pracuję w ten sposób, że wychodzę z domu ze szkicownikiem i idę poszukać jakiegoś pomysłu, aby coś namalować. To przeważnie mi się nie udaje, nawet jak chcę to mi wtedy nie wychodzi.
Który obraz malował pan najdłużej?
JM: Jest na wystawie taki obraz, który ma tytuł szary malarz; zacząłem go malować w roku 1990 a skończyłem chyba w '97 lub '98 , można powiedzieć, że 7 lub 8 lat trwała praca nad tym obrazem. To jest mój rekord - jak na razie.
Czy pomiędzy tymi latami coś pan robił?
JM: Tak, oczywiście. To nie jest tak, że się maluje jeden obraz, odstawia a potem się maluje drugi. Przeważnie maluję kilka obrazów naraz; tzn. jeden obraz jest zaczęty, drugi jest już bardziej zaawansowany. To jest proces; malując jakiś obraz, wracam do poprzednich, coś dodaję, coś tam poprawiam itd. Z powodów technicznych zachodzi taka konieczność, że trzeba do tych obrazów wracać, ciągle je przemalowywać poprawiać kolor. Można malować kilka obrazów na raz, nic nie stoi na przeszkodzie.
Który obraz jest pana ulubionym?
JM: Są na nim dwa rude koty. To jest mój ulubiony obraz, zupełnie bezinteresownie go lubię, ale nie znalazł się tutaj na wystawie, może dlatego, że szkoda było mi go wywozić z domu i żyć bez niego. Nie mogę go wam teraz pokazać.
Dlaczego maluje pan flagi ?
JM: Aby odpowiedzieć na to pytanie to najpierw muszę wyjaśnić, że te flagi są na jednym z pierwszych moich obrazów, tych sprzed prawie 20 lat. W tej chwili już ten motyw prawie się nie powtarza. On jest związany poniekąd z historią. Obrazy te były malowane w roku 80-tym i 81. Był to dla Polski dramatyczny czas. Towarzyszyło mi wtedy uczucie pewnego zagrożenia przyszłość, co się będzie działo? Jeżeli nie mieliście o tym czasie jeszcze nic z historii to na pewno będziecie mieli. Motyw flagi (tego też nie będziecie pamiętać) był pokazany w gazecie "Trybunie Ludu" (to była główna gazeta polska, z której władza przemawiała do ludzi. Flaga była rodzajem symbolu, omnipotencji władzy, sytuacji, która wtedy była. Stąd są te flagi. Na jednym obrazie są czerwone w delfinach, które spadają trochę jak bomby. Na czarnym pancerniku jest czarna flaga, ponieważ czarny pancernik jest trochę groźnym statkiem - czarna flaga - piracka podobna jest na nautilusie i na górach. Stąd się wziął ten motyw flagi - wynika on z historii i z atmosfery czasów, w których obrazy te były malowane. Taka jest może najprostsza odpowiedź na to pytanie.
Pańskie obrazy zawierają dużo aspektów nowoczesnej poezji, czy chciał pan zostać poetą?
JM: To jest bardzo intrygujące pytanie. Coś może jest na rzeczy; malarstwo też jest językiem, językiem, w którym nie używa się słów tylko używa się kolorów, kształtów. Myślę, że można traktować ten język jako nośnik poezji, możliwe - nie umiem powiedzieć. Jeśli chodzi o poezję - miałem taki epizod w życiu, że pisałem wiersze, ale do szuflady, nigdy nie rozwinęły się one w jakąś poważniejszą sprawę. Ponieważ - wracając do poprzedniego pytania - jest to sprawa pewnych predyspozycji. Jedni wypowiadają się lepiej w słowie ci być może będą pisać wiersze, książki, a inni lepiej sobie radzą z kolorem, z kształtami, wtedy ci prędzej zostają malarzami.
Kiedy ma Pan pomysł od razu Pan go maluje?
JM: Nie, czasami, z takim pomysłem się długo chodzi i chodzi, nie można się zadecydować i się go odkłada; czasem się zrobi rysuneczek, coś się zanotuje i on długo jest tylko takim projektem. Nie od razu.
Jakie miejsce w Pana pracy miała wycinanka?
JM: Początek moich zainteresowań wycinaniem był jeszcze na Akademii. Ponieważ jak wiecie na Akademii jest takie zajęcie, które się nazywa rysunek. Zajęcia, na których się rysuje np. jakiś model - to jest sposób uczenia się proporcji budowy postaci itd., W którymś momencie poczułem się dosyć zmęczony tym tradycyjnym rysowaniem i nawet trochę zdenerwowany, tym trochę monotonnym zajęciem. Pewnego razu zdenerwowałem się i postanowiłem to zmienić. Przyszedłem na rysunek nie z węglem czy ołówkami tylko z kolorowymi bibułami i nożyczkami. Postanowiłem to, co zawsze rysowałem obserwując model wycinać nożyczkami. W ten sposób zajęcia z rysunku stały się dla mnie ciekawe na nowo a jednocześnie zmusiły mnie do innego sposobu tworzenia. Nożyczki nie są już takim łatwym narzędziem jak ołówek, trochę trudno jest coś przy ich pomocy zrobić. Ale mają też swoje zalety - zmuszają do myślenia o kształcie, o figurze. Musimy ją wyciąć, dlatego też musimy się zastanowić nad tym, jaka ona jest. Pewne takie uproszczenie potrafi być bardzo korzystne. Poza tym możemy wziąć kolorowe papiery, które są już gotową farbą. Zatem wycinanie staje się pewnym rodzajem malowania. Są dostępne różne kolorowe papiery. Papier może być błyszczący, matowy, pomięty, gruby, cienki, przeźroczysty. Myślę, że wycinanka ma możliwość zaskoczenia, coś w niej zawsze może nas zaskoczyć.

Czy stosował pan jakieś inne techniki malarskie ?
JM: Na wystawie w Bunkrze Sztuki znajdowały się obrazy namalowane w dwóch technikach: większość obrazów to są obrazy olejne, ale są też obrazy namalowane temperą. Np. obraz chłopcy grający z zakonnicą namalowałem temperą. Od trzech lat maluję tą techniką. To jest bardzo stara technika, o wiele starsza niż olejna; stosowana jeszcze w Starożytności. Jest niezwykle trwała i dość wymagająca. Tych barw nie kupuję w sklepie, tylko je robię sam, natomiast farby olejne kupuję w tubach w sklepie. Farby temperowe można zrobić samemu. Trzeba mieć tylko pigment, czyli proszek, który jest kolorem - barwnik i żółtko. Ja akurat używam żółtka. Mieszam żółtko z olejem i robię coś w rodzaju majonezu; potem pigment (kolorowy proszek) mieszam z wodą na paćkę dodaję do żółtka z olejem; mieszam wszystko razem i to, co powstaje to jest tempera - tym można malować. Każdy z was może sam sobie zrobić taką farbę. Jest bardzo tania. Tylko pigmenty trzeba kupić. Większość z nich jest tania Czerwienie i błękity są bardzo drogie. To jest technika, która ma pewne ograniczenia, nie jest to łatwa technika. Nie można grubo malować, trzeba czekać aż wyschnie pierwsza warstwa, jednego dnia można tylko dwa razy pomalować obraz
Nawet muszę powiedzieć, że ta farba z upływem miesięcy troszkę się zmienia, robi się bardziej przeźroczysta i czasem nawet po kilku miesiącach trzeba jeszcze raz malować, nawarstwiać. Ta technika ma swoje pewne wady, ale ma też uroki, które bardzo mi się spodobały i dlatego maluję temperami. Żółtko jest po prostu klejem, czyli spoiwem, które wysychając powoduje, że ta farba jest trwała.
Używa pan do tego tylko samego żółtka czy też białka?
Białka nie, ale można go też używać. Można robić temperę z białka, można używać i białka i żółtka razem. Jest bardzo wiele różnych możliwości. W średniowieczu jak wiecie, używano jajek do zaprawy murarskiej. Jest wiele sposobów, wykorzystania jajek; gdyby były kłopoty z farbami to wystarczy żółtko i można domowym, kuchennym sposobem zrobić farby.
Olej i tempera to są dwie techniki, jakich używam, ale malowałem też kiedyś ceramikę, malowałem na naczyniach, wypalałem naczynia, to też jest technika malarska. W szkole - na Akademii jak byłem studentem uczyłem się techniki ciętej to znaczy robiłem mozaikę, malowałem też freski, i inne techniki na ścianach.
Jeszcze jako ciekawostkę dodam, że jest technika zwana temperą kazeinowa, którą się robi z białego sera - to bardzo ciekawa technika, tania i prosta. Jak się okazuje, z kuchni można wyciągnąć środki do malowania.
Gdzie pan mieszka?
JM: W Warszawie, nad Wisłą.
Czy często Pan podróżuje?
JM: No dość często, tak. Parę dni temu byłem w Krakowie, teraz jestem znowu, pojutrze będę znowu. Często podróżuje tak, bo akurat tak się zdarza w tej pracy, że często robi się wystawy i przeważnie robi się je w różnych miastach i to jest teraz mój główny powód podróży, kiedyś może był inny. Kiedyś jeździłem więcej, aby zobaczyć muzea, oglądnąć wystawy. Dawniej podróżowałem głównie w tym celu, teraz natomiast podróżuję w sprawach związanych z moją działalnością. Ale też jeżdżę od czasu do czasu,aby coś pooglądać.
Czy ma Pan jakieś ulubione miasta, niekoniecznie w Polsce?
JM: Tak, mam. Bardzo lubię miasta włoskie, w których znajduje się dużo dzieł sztuki, malarstwa, dużo zabytków, muzeów. Miasta takie jak Florencja, Rzym czy Wenecja, Sjena, są bardzo piękne i można je bardzo polubić.
Kiedy Pan znajduje czas dla rodziny?
JM: Och! Właśnie z trudem, ale znajduję. Jak się pracuje w biurze, albo w określonych godzinach to jest to dość proste. Idzie się wtedy do pracy i wraca się; wiadomo, że o określonej godzinie się tą pracę kończy i wtedy jest to jasne, że czas potem można przeznaczyć na wypoczynek lub coś innego. W mojej pracy, w tym zawodzie wygląda to zupełnie inaczej. Tylko na mnie spoczywa odpowiedzialność ile czasu poświęcę na malowanie i kiedy ja ten czas poświęcę. W związku z tym, czasem wiele osób myśli, że mogę być tu i tam, bo właściwie mnie nic nie trzyma. Sam muszę wymyślać sobie godziny: w które dni pracuję, a w które nie. Sam muszę ten czas gospodarować. Muszę bardzo pilnować, żeby mi inne zajęcia nie zabierały czasu na malowanie. Gdy się zbyt długo nie maluje to zaczyna się mieć kłopoty; troszeczkę się jest przytępionym, że tak powiem. To jest tak jak być może w przypadku muzyków, którzy nie ćwiczą systematycznie - sztywnieją im palce i muszą się najpierw rozruszać, rozkręcić, aby dobrze grać. W moim zawodzie jest troszeczkę podobnie, tylko, tu nie chodzi o manualną zdolność ruszania ręką, bo ruszać ręką można w każdej chwili, tylko o to, żeby z sensem ruszać. Żeby malowanie coś dawało to trzeba być w tę pracę wciągniętym. Dla mnie bardzo ważna jest pewna rytmiczność. Jak tydzień lub dwa nie jestem w pracowni to już się źle czuję, mam wrażenie, że będzie mi się trudno rozkręcić.
To jest konieczność, że muszę być w domu.
Czy ma Pan ulubionych malarzy?
JM: Tak, są tacy malarze, których lubię oglądać, do których lubię wracać. Czasem są to jedni artyści czasem inni - zależy od upodobań. Bardzo lubię Malczewskiego z polskich artystów, z zagranicznych Turner, który malował morza, burze, pejzaże morskie, góry. Bardzo lubię też artystów włoskiego renesansu z XV, XIV wieku np. Tintoretto. Lubię też Caravaggio.
Jest bardzo wiele obrazów, do których się z przyjemnością wraca, do których się tęskni, można by tylko jeździć do muzeów czy galerii i oglądać.
Czy Pana rodzice nie mieli nic przeciw Pana pracy, kiedy Pan się zdecydował na malarstwo?
JM: To, jest dobre pytanie. Właśnie moi rodzice byli - za co im będę bardzo wdzięczny - bardzo wyrozumiali dla moich zainteresowań, chociaż było to dla nich bardzo dziwne. Oni nie mieli ze sztuką nic wspólnego. Uczyłem się w średniej szkole technicznej, kiedy pozwolili mi chodzić na różne zajęcia poza szkołą, gdzie pogłębiałem różne umiejętności artystyczne. No był też warunek, że muszę się dobrze uczyć i nie mogę mieć kłopotów w szkole z powodu zajmowania się malarstwem, ale ja go spełniałem. Umowa była dotrzymana z obu stron. Moi rodzice bardzo mi pomogli w ten sposób, że nie byli przeciwko. Kiedy postanowiłem zdawać na Akademię Sztuk Pięknych to się na to zgodzili. Myślę, że to nie była dla nich łatwa decyzja, ponieważ byli chyba przekonani, że mi się nie uda, że nie zdam. Bardzo trudno było się dostać na Akademię. Postawili mi tylko jeden warunek, że jeżeli nie zdam na Akademię to będę musiał zdawać do innej wyższej szkoły. Złożyłem dokumenty do innej uczelni i trochę nawet udawałem, że się do niej też przygotowuję. Ale główny wysiłek położyłem na przygotowywanie się na Akademię. Na szczęście mi się udało i nie musiałem się sprawdzać w innej. Myślę, że jeśli bym nie zdał za pierwszym razem do Akademii to zdawałbym w następnym roku i tak dalej...
A czy teraz Pana jakoś wspierają w pracy, kiedy ma Pan kryzys albo jest Pan smutny?
JM: Teraz to jest trudna sprawa. Człowiek zostaje troszeczkę sam w tej pracy i musi sobie radzić sam z kryzysami. Ale moi rodzice bardzo przeżywają to, co ja robię, bardzo się interesują moimi wystawami i wydarzeniami, które się z tym wiążą. Myślę, że są dumni z tego, jeżeli robię wystawę, są recenzje i publikacje. Myślę, że dla nich jest to powód do dumy. To, że mi pozwolili - obróciło na dobre.
Przez te lata Pana styl w malowaniu zmienił się czy są to dla Pana duże różnice?
JM: No myślę, że na tej wystawie w Bunkrze widać, że są różnice między obrazami: tymi najwcześniejszymi (z flagami), które są malowane bardzo prostymi kształtami, prostymi bardzo mocnymi kolorami. Wtedy używałem szablonu, kształty wycinałem z papieru tak jak na przykład czarny pancernik. Wyciąłem sobie jego kształt z papieru i potem na płótnie go rozłożyłem i odmalowałem. Z czasem jednak wyczerpały się możliwości tej techniki dla mnie i zacząłem malować inaczej. Myślę, że z kolei przejście na farby temperowe też spowodowało pewne zmiany. Trochę inny jest nastrój tych kolorów, trochę inna jest gama kolorystyczna. Myślę, że ta wystawa pokazuje, że coś się w moim malarstwie zmieniało, aczkolwiek zawsze byłem w nim ja i to piętno mojej osoby w tym wszystkim na pewno jest czytelne. |