|
fotografie
katalog
Hometown 2001
strona artysty
|
|
z rozmowy Anny Bujnowskiej z Krzysztofem Zielińskim:
- Już prawie
trzy lata fotografujesz swoje rodzinne miasto Wąbrzeźno.
Zdjęcia składają się na cykl, który zatytułowałeś
" Hometown". Jak powstała
idea tego projektu?
- Początek nie
był ani planowany, ani spontaniczny, był to po prostu
przypadek. Chciałem zrobić kilka zdjęć do
książki, jaką przygotowywałem dla moich rodziców
i siostry. Miał to być album z różnymi zdjęciami
o naszym domu i rodzinie. Akurat byłem w Wąbrzeźnie
na Boże Narodzenie, a był to koniec 1999 roku. Panowało
podsycane mediami napięte oczekiwanie na rok 2000. W nowy
rok wstałem o 8 rano i z czystej ciekawości poszedłem
obejrzeć jak wygląda świat w roku 2000. Powstało
wtedy kilka przypadkowych zdjęć (nie myślałem
nad tym, co fotografuję, nawet się zbytnio nie przyglądałem,
po prostu chciałem mieć kilka zdjęć z tego
dnia). Kiedy je zobaczyłem, doznałem swoistego szoku.
Na tych zdjęciach były miejsca, które znałem
od zawsze, jednak nie wyglądały tak, jak mi się
wydawało, że wyglądają. Były inne, były
brudne i brzydkie. To mnie zabolało i to był powód do
kontynuacji. Z czasem zacząłem dostrzegać więcej
aspektów mojego przedsięwzięcia, ale to przyszło
po jakimś czasie.

bez
tytulu (15.07.2002)
Druga
część cyklu "Hometown"
z roku 2002 - fotografie eksponowane obecnie w Galerii Zderzak
- przynosi istotne zmiany, widoczne chociażby w kolorystyce.
Tonacja jaśnieje, delikatnieje i ulega ochłodzeniu.
Dominują srebrzyste szarości, biele, róże, pistacjowe
zielenie i złamane błękity. Z kolei kolory elementów
uzupełniających (takich jak napisy, szyldy, budki, bramy,
rynny itp.) stają się intensywne, wręcz ostre.
Pojawia się więc cała gama zarówno zdecydowanych, jak
i niezwykle subtelnych, pastelowych zestawień barwnych.
Zmieniają
się również sposoby kadrowania: na wielu zdjęciach
bohaterem jest jeden tylko motyw, np. wypełniający cały
kadr fragment muru lub budynku wraz z towarzyszącymi im "naroślami"
w formie napisów, otworów, tabliczek itp. Kompozycje są bardziej
płaskie, zabudowane, często tylko jedno lub dwuplanowe.
Zauważalne stają się rozmaite znaki: drogowe, loga reklamowe, różnego rodzaju napisy. Tym samym wzrasta
rola szczegółów - nie tylko w rozbijaniu i punktowaniu płaszczyzny
zdjęć, ale i w kreowaniu warstwy narracyjnej, czasem
nawet nieco anegdotycznej. Duże znaczenie ma w tej kwestii
element pisma, a także pojawiające się tu i ówdzie
pojedyncze sylwetki ludzi.
W sposobie fotografowania
Krzysztofa Zielińskiego widoczna jest łagodna geometryzacja
przestrzeni. Nawet w pozornie banalnych przedstawieniach grają
przemyślane, wyważone podziały, wyraźnie
zarysowane przez piony, poziomy, skosy i wydzielane przez nie
płaszczyzny. Wizualną dramaturgię obrazów budują
raczej wykadrowane układy form
i stonowane lub zaskakujące zestawienia kolorów, a nie
wydarzenia czy potocznie przyjęte znaczenia przedmiotów.
Te ostatnie mają swój własny wątek w całej
historii. Takie motywy jak "mały Fiat", kraty
w witrynach sklepowych, czy charakterystyczne szyldy na budynkach
powoli zaczynają być już czymś schyłkowym
w dużych Ośrodkach miejskich. Stają się
więc jakby nostalgicznymi symbolami małego
miasta i czasów bez McDonaldsów, bilbordów i innych
elementów tzw. "Świata zachodniego". W cyklu,
"Hometown" nie ma tego wszystkiego, co zalało
Polskę wraz z nowym ustrojem. Jeśli już jednak
jakiś zwiastun tej nowej "kultury" się pojawia,
to w swym charakterze wydaje się być nieprzystosowany
do otoczenia. Tak jakby w tym mieście już lub jeszcze
nie było na to miejsca. Krzysztof Zieliński balansuje
na granicy pomiędzy obiektywnym rejestrowaniem, a już
komentowaniem swoich przedstawień. Jego komentarz jest
jednak drugoplanowy, nieprzegadany i nieoczywisty.
z tekstu Anny Bujnowskiej do katalogu wystawy "Hometown"
|