MALARSTWO MATERII 1958-63
teksty
 
o wystawie
obrazy
fotografie
katalog
teksty
   
JANUSZ TARABUŁA
REDUKCJA
Nie chodziło o to, aby zrobić obraz ładny, ani o to, aby był programowo brzydki. Estetyka, podobnie jak antyestetyka, była poza kręgiem naszych zainteresowań. Chodziło o to, aby osiągnąć wyraz. Jeżeli ktoś chciał być uczciwy i autentyczny, nie był w stanie malować współczesnej rzeczywistości ani w konwencji kapistowskiej ani w żadnej innej z tych, które istniały dotychczas. Koloryzm, jak również wszelkie ekspresjonistyczne deformacje wydawały się nieznośną stylizacją. Wyszliśmy poza obszar powszechnie akceptowany. "Twórczość" przeniosła się w sferę koncepcji.

Postawiłem sobie pytanie: jak długo obraz będzie jeszcze obrazem, jeśli zredukuje się maksimum elementów, które go tradycyjnie tworzyły? Jak i czy możliwy jest obraz, jeśli pozbawimy go nie tylko funkcji mimetycznej, ale także całej problematyki kompozycji, gry form, proporcji, narracji, kontrastów koloru, dynamiki napięć kierunkowych - wszystkiego, co wydawało mi się jałowe, zbyt wyeksploatowane i czysto estetyczne - a ograniczymy się tylko do warstwy podstawowej: materii. To była próba znalezienia granic obrazu. Materie realne - drzewo i piasek, metal i ziemia - były bezpośrednim odniesieniem do natury, i jakby obrazem energii ukrytej w materii.
    W tej minimalistycznej koncepcji kolor miał być wynikiem różnic materii - jakby sumą drobnych ćwierćtonów. Oparty był nie na zestawieniach barw, lecz na drobnych różnicach faktury powierzchni, uzyskanych przez użycie naturalnych materiałów. Był to inny, substancjonalny rodzaj koloru, pozwalający wyjść poza zasadę kontrastu i harmonii - coś w rodzaju wyjścia poza system dur-moll w muzyce. Ominięcie problemu kompozycji form, mas, proporcji - dzięki stosowaniu układów symetrycznych niosących ze sobą pewną monumentalność i hieratyzm - pozwalało skupić się na wyrazie, na ekspresji obrazu jako przedmiotu mówiącego (objŽt sonore) i, paradoksalnie, na treści. Bo poszukiwania te, mimo pozorów, mimo późniejszej mody na "materie" - nie miały celu estetycznego, były próbą znalezienia wyrazu. Stąd tytuły: "Epitafia", "Szata", "Chusta", "Wyrok", "Skóra". Obrazy skromne, puste, biedne ale chyba w jakiś sposób prawdziwe. Oczywiście można dopatrywać się w nich wpływów i inspiracji - był Burri i Tapies, rodził się minimal-art - ale patrząc na ten okres z perspektywy lat widzę, że była to przede wszystkim próba wyjścia poza ową ewolucjonistyczno-darwinistyczną tradycję, próba zdjęcia tych postimpresjonistycznych - czy w ogóle "artystycznych" - okularów, które nałożyliśmy sobie w Akademii.
    Prawdziwą inspiracją - chociaż wtedy, przy tym ukierunkowaniu na abstrakcję, nieuświadomioną - stała się otaczająca nas rzeczywistość: spękane i odrapane tynki, spróchniałe deski podmiejskich płotów, romańskie kamienie starych murów, zniszczone wytwory wiejskiej kultury materialnej, błoto, kurz, wszystkie te "przedmioty najniższej rangi", jak nazywał je Kantor. I to nie w swojej malowniczości, nie w "bajecznej kolorowości", wielokrotnie i sentymentalnie w malarstwie przedstawianej, lecz w ich realnej i materialnej prawdzie, w ich biednym trwaniu. Arte povera. Ale prowincjonalna, nasza, swojska, czego zresztą w chaosie następujących coraz szybciej zmian i nowych tendencji nie zauważył żaden z krytyków.
    Tego typu ograniczanie środków wyrazu doprowadziło w kilka lat później do ostatniego etapu redukcjonizmu, jakim stał się minimal art.

(2000)
 

       
| galeria | archiwum | oferta | wydawnictwa | wystawa | e-mail |
| galeria dla dzieci |
 
Galeria Zderzak wszelkie prawa zastrzeżone.
Korzystanie z dzieł udostępnionych na stronie internetowej dozwolone jest wyłącznie w celach niekomercyjnych dla użytku prywatnego. Wykorzystywanie reprodukcji i tekstów wyłącznie za zgodą Galerii.