|
o wystawie
obrazy
fotografie
katalog
teksty |
|
DANUTA URBANOWICZ
Nie było kleju. Był tylko klej stolarski, który jest odwracalny - każda wilgoć powoduje, że się rozkleja. Szukaliśmy innych klejów. Był klej do skóry, klej do gumy - śmierdział potwornie. Nie kleił blach, metalu z płótnem. Zaczęliśmy sami produkować kleje.
Z chudego - odtłuszczonego - serka i z boraksu, który zamienia ser w klej. Tę miksturę, żeby się nie psuła, zatruwaliśmy formaliną albo fenolem. Taki klej nie pęcznieje, jest klejem trwałym. Działa do dziś. Wszystkie masy robione na bazie tego kleju - szpachlówki, zaprawy - świetnie się trzymają.
W moich obrazach, dla wzbogacenia faktury, wprowadziłam jeszcze szycie. Przyklejałam więc, a na mokry klej nakładałam szycie. Cerowałam poszarpane blachy, aby uzyskać efekt wzmocnienia i kontrastu. Tam gdzie się dało, podkładałam deseczkę pod spód i przybijałam do obrazu. Albo przykręcałam śrubami. Blachy przybijałam też do krawędzi obrazu.
Potem różni ludzie przywozili kleje z zagranicy: vinavil - klej introligatorski - albo C-20, klej na bazie winylowej, sztucznej. To dawało nowe możliwości. Takim klejem, jak werniksem, można było pokrywać całe powierzchnie. Jeśli klej był czysty, powierzchnia była przezroczysta. W ten sposób można było wzmacniać kolor obrazów i chronił blachę przed utlenieniem.
Co kleił klej? Płótna, tkaniny, stare pożółkłe koronki, lakierowane metale uzyskiwane z opakowań dziecinnych zabawek - miały ładną formę i kolor. Elementy drewniane, tkaniny z nadrukami napis-w i znak-w, stare makatki. Kawałki rozbitych luster, tablice rejestracyjne, szyldy, znaki ostrzegawcze, drzwiczki od pieca, naturalne tynki, sztuczne zaprawy. Epitafia, szyldziki. Zachlastane spodnie malarskie. Materie łączyłam kontrastowo: na przykład blachę z koronką utwardzoną na płaszczyźnie. To wszystko nadawało obrazom własny, niepowtarzalny wyraz.
(2000)
|