"POWSZECHNIE LUBIANY, SPOKOJNY, OPANOWANY"

z Marcinem Maciejowskim rozmawia Marta Karpińska

 

Rozmowy Zderzaka:

"ANI SLEDŹ, ANI JÓZEF KUROSAWA"
Z Pawłem Książkiem rozmawia Marta Karpińska

Wy "GRA W BERKA"
Z Grzegorzem Sztwiertnią rozmawia Marta Karpińska

"NIE MUSZĘ ŁOWIĆ, BO MALUJĘ"
Z Ignacym Czwartosem rozmawia Marta Karpińska

"STUPROCENTOWA UCZCIWOŚĆ"
z Krzysztofem Zielińskim
rozmawia Marta Karpińska

 

 

 

DEZERTERZY GRASUJĄ, KOBIETY W CIĄŻY PALĄ 

MARTA KARPIŃSKA: Marcin, jesteś popularny. Twoje obrazy są strasznie znane. Nawet wśród ludzi, którzy kompletnie nie interesują się malarstwem. Czujesz to?

MARCIN MACIEJOWSKI: O niczym taki nie wiem.


Marcin Maciejowski

MARTA: Skąd się wzięła społeczna tematyka w twoich nowych obrazach: dwunastolatki piją alkohol, kobieta w ciąży pali papierosa, mąż bije żonę, dezerterzy uciekają?

MARCIN: Tematy pozbierałem z gazet. Taka psychologia dla gospodyń - żeby dzieci nie widziały takich scen. Każdy artykuł ilustrowało pozowane zdjęcie, że mąż na przykład krzyczy na żonę. Po wystawie "Popelita" w Bunkrze w zeszłym roku, pani szatniarka z Bunkra, miała tam mnóstwo takich gazet i dała mi je wszystkie. Z każdej gazety brałem jeden temat psychologiczny.

MARTA: Widziałam też twój obraz, chyba namalowałeś go w Niemczech. Miał niemiecki tytuł: "Strach". Przedstawiał kobiety muzułmańskie.

MARCIN: To było po tych zamachach. Wszyscy byli źli na Arabów. Ten obraz powstał na podstawie zdjęcia z artykułu.

MARTA: A ten obraz "W izraelskim mieście". To było po jakimś zamachu?

MARCIN: A to nie. Tak namalowałem płonący samochód. Wcześniej Wilhelm Sasnal takie malował. Z tym, że on takie rozwalone samochody.

MARTA: A partyzanci? Chodzi mi o obraz: "Akcja pod Arsenałem".

MARCIN: W "Super Ekspresie" był komputerowy wykres tej akcji. Tu Polacy, tam Niemcy. Tu stał ten samochód, tu wyjeżdżała więźniarka.

MARTA: O co chodzi w tym obrazie "Granice głupoty"?

MARCIN: Malowałem też taki plakat. "Granice głupoty" - to tytuł artykułu. Akurat miałem jakieś rysunki z granicami Polski. Te postacie, to też z takich strasznych gazetowych historii. Nie pamiętam dokładnie...Jakiś taki gość, który psa miał i on go spuszczał specjalnie na ludzi, żeby ich gryzł. Też był na tym obrazie ktoś na łóżku, to z kolei był kolejarz. Ktoś rzucił kulą śniegową w szybę pociągu. I on dostał i wylądował w szpitalu. Te dwie pozostałe postacie, to też takie historie z "Super Expresu". No, że nie ma granic zrobienia czegoś głupiego.

 


Kochaj żonę calą duszą a trząś nią jak gruszą, olej na płótnie, 54x45, 2000

praca na sprzedaż [więcej]

 

SZATNIARZ SPRAWDZA GRAMATYKĘ

MARTA: Jak było w Niemczech?

MARCIN: Było tam cudownie. Wszystko mi się podobało. Byłem w takich komfortowych pracowniach artystów. Tutaj na przykład to się mieszka i pracuje w jednym pomieszczeniu. Oni tam mają to oddzielnie. Pojechałem tam na trzy miesiące i miałem plan, żeby malować. W południe szedłem do pracowni i siedziałem do wieczora. Do domu miałem sto metrów. No i tak, co dwa dni był obraz.. Nie miałem tam nic innego do roboty.

MARTA: Wiele twoich obrazów ma niemieckie napisy.

MARCIN: Miałem tłumacza. Po angielsku prosiłem, żeby ktoś mi przetłumaczył. Na przykład znajomy szatniarz sprawdzał mi gramatykę.

ANIA TASZYCKA: A jak była tematyka tych obrazów, które malowałeś w Niemczech.

MARCIN: Miałem być malarzem miasta. Miałem malować obrazy konkretnie o tym miejscu, o Leverkusen. /*Marcin przebywał na trzymiesięcznym stypendium Bayera w Leverkusen/. Taki był cel tego stypendium. Wymyślałem sobie tematy. Na przykład pejzaże.

Tam jest raczej nudno. W Polsce znajduję więcej tematów, może przez to, że jestem stąd. W Niemczech jest wszystko ułożone. Fajnie jest być tam jakiś czas, ale lepiej żyć tu. A tam sprzedawać. Tam się interesują. Kupują dzieła sztuki.

MARTA: Sprzedajesz tam obrazy?

MARCIN: W Niemczech nie. Współpracuję z taką galerią z Wiednia. Mam mieć tam wystawę w listopadzie. Nie wiem jeszcze, co na niej będzie.

ANIA: Masz jakiś cel w życiu typu, żeby gdzieś mieć wystawy na przykład w Nowym Jorku?

MARCIN: W Nowym Jorku?! Nie, nie bardzo. Ja w ogóle nie lubię nigdzie jeździć.

 

MARCIN MALUJE, GAGARIN ODLATUJE

ANIA: Jak się inspirowałeś niemieckimi gazetami, skoro nie znasz języka?

MARCIN: Nie inspirowałem się specjalnie, parę tylko rzeczy znalazłem. Ta gazeta nazywa się "Bild". Jest dużo zdjęć. Jak czytam, to większość rozumiem. Przedtem był taki "Super Expres", teraz zmienił się na gorsze. Kiedyś kupowałem "Super Expres" i właściwie z każdego numeru miałem obraz. Teksty też są gorsze.

ANIA: Złagodniały jakoś, czy stały się mniej wyraziste?

MARCIN: No coś takiego. Takie nieciekawe. Teraz to już mi się nawet nie chce tak oglądać.

MARTA: Może przestało cię to ruszać. Namalowałeś kilka takich drastycznych rzeczy. Na przykład obraz o facecie, który znalazł zużytą prezerwatywę w kartonie z sokiem. Skąd to wziąłeś?

MARCIN: No właśnie z "Super Expresu'". Tu w "Bild" są fajne zestawienia. Jak te na przykład. Wycinam sobie. Nawet malowałem takie obrazy złożone z kilku takich wyciętych rzeczy z gazet. O, a tu wykresy. Teraz mnie wykresy interesują. To znaczy, jak jest na przykład jakiś artykuł w gazecie, to do niego jest taka symulacja graficzna. Komuś się coś stało trzysta metrów od domu, to jest zaznaczone. Takie tłumaczenia sytuacji.

ANIA: Ty zbierasz takie rzeczy? Wycinasz, prowadzisz zeszyty?

MARCIN: Prowadziłem. Zbierałem, to na co trafiłem.

ANIA: Jesteś pracowity?

MARCIN: No. Trzeba się pochwalić. Nie mogę usiedzieć na przykład. Ale to chyba każdy tak ma, żeby nie marnować czasu.

ANIA: Masz takie momenty, że chciałbyś coś namalować, ale nie wiesz co?

MARCIN: Nie. Właśnie mam za dużo tych pomysłów. Zapominam nawet co chciałem namalować. Te obrazy napływają codziennie. Jest już potem kolejka obrazów do namalowania.

ANIA: A telewizja cię inspiruje?

MARCIN: Też. Kupiłem sobie specjalnie kamerę. Nagrywam, żeby potem malować z tego, z telewizora na przykład. Nagrywam coś z telewizora na kamerę, potem wrzucam na komputer.

MARTA: Co masz na tych zdjęciach w komputerze?

MARCIN: Tu na przykład mam zdjęcia z filmu "Trainspotting". A tutaj osobny plik "Obciach fryzury" - niektóre już namalowałem. Znalazłem to w internecie. Tutaj "Kibice stadionów". Tu właśnie to nagrałem z telewizora, no z tych stop klatek powstał komiks. Inny plik: "Elżbieta Jaworowicz". To z filmu nagranego z telewizji pt.: "Pogarda". Tu inny temat: "Ksiądz łobuz" - reportaż z TVN. Powstał z tego obraz: "Zbezcześciliście moje szaty". Tu jeszcze mam plik z Papieżem. O tych kremówkach malowałem dla "Przekroju". Chcę namalować nowe obrazy o Papieżu, tu mam zdjęcia z gazet, tu jak wysiada z samolotu. Może jeszcze skorzystam z jakiegoś albumu o Papieżu. A tutaj mam sfilmowane koleżanki. A tu Józek Kurosawa. Tu na tle zachodu słońca, a tu zawinięty w ten śpiwór wygląda jakby go Christo zapakował.  A tu Małysz. W zeszłą zimę cały czas grałem w komputerową grę o Małyszu. No i muzyka, to jest dopiero inspiracja - zespół "Boys". O tu są jeszcze zdjęcia z mojego ślubu - niektóre, aż się proszą, żeby je namalować. Ja sobie specjalnie zapuszczałem włosy na ślub, żeby móc je tak nażelować do tyłu, żeby do zdjęcia wyglądać tak poważnie. Nałożyłem sobie kilo żelu, żeby mi się w kościele nie rozwaliła fryzura. U mojego kolegi Marcina Gullisa to dopiero był ślub, taki na trzysta osób, grał Bayer Full na żywo, były sztuczne ognie. Niestety, zatrułem się i nie mogłem pojechać. My też mieliśmy na naszym weselu disco polo, bo przy tym się najlepiej bawi. Jest taki klimat, wszyscy tańczą. Puszczaliśmy muzykę z kaset, bo zespół by się nie zmieścił. To było małe wesele, takie na trzydzieści osób, nawet chłopaków z Grupy Ładnie nie zaprosiłem.

MARTA: Nie żal Ci sprzedawać obrazów?

MARCIN: No do niektórych jestem przywiązany, na przykład tu wisi obraz o odlocie Gagarina. On jest sprzed paru lat, zobaczcie jak jest bylejak malowany. Zdjęcie i napis: "Był powszechnie lubiany, spokojny, opanowany" wziąłem z takiej książki o kosmonautach, to jest opinia jakiegoś komendanta o Gagarinie. To tak jakbym o sobie malował.

 


Ni to sprzedać, ni wymienić, lepiej się było nie żenić, olej na płótnie, 54x45 cm, 2000

praca na sprzedaż [więcej]

 

PROFESOROWIE MÓWIĄ, ŻE ŁADNIE

ANIA: Marcin co wyniosłeś ze szkoły, z Akademii. Co ci się do dzisiaj przydaje?

MARCIN: No pobyło się z kolegami, z koleżankami.

ANIA: No a ze strony stricte akademickiej? W sensie, że uczą cię, że coś trzeba robić tak, a nie inaczej? Jak wyglądały twoje kontakty z profesorami? Zostało ci coś z tego?

MARCIN: Pewnie się coś tam wyniosło. Słuchało się tych korekt, nie mogę powiedzieć, że nic się tam działo. Na Akademii, to tak  jak każdy, musisz się wykazać na egzaminach. A jak się już dostaniesz, to masz pięć lat wolnego.

ANIA: A pamiętasz jeszcze teczkę z rysunkami, na pierwszym roku? Co to było?

MARCIN: Pamiętam. A takie, jakieś kubki, tego typu rzeczy. Raz tylko na egzaminie martwą naturę malowałem, potem już na zajęciach malowałem modelki, a później to już sobie przynosiłem gazety do pracowni i z nich malowałem.

MARTA: A profesorom się podobały twoje rzeczy?

MARCIN: Na początku to tak średnio. A potem profesorowie mówili, że dobrze. Że ładnie.

 

MARCIN SIĘ NIE NAPALA NA SZTUKĘ

MARTA: Jakiego artystę lubisz? Interesuje cię sztuka?

MARCIN: Nie no interesuje mnie. Wyspiańskiego sobie ostatnio kupiłem. Z tej serii "Wielcy Malarze". Wyspiański namalował ten pejzaż z okładki z tego miejsca, gdzie teraz mieszkam. On miał tu pracownię niedaleko, malował to po drugiej stronie ulicy, tu za rogiem. No, oprócz Wyspiańskiego wiele rzeczy mi się podoba.

MARTA: Ale ja pytam raczej w tym sensie, jaki artysta wpłynął na ciebie.

MARCIN: Mnie się sztuka ogólnie podoba. Ja lubię oglądać. Ale tak to się nie pasjonuję. Nie chce mi się chodzić na jakieś wystawy. Gruppa? No, uważam że ich obrazy są bardzo dobre. Są OK. Dwurnik? Dwurnik też. Wspaniale nakłada farbkę.

MARTA: Ale na początku malowałeś tak jak teraz?

MARCIN: Nie.

MARTA: No to pod czyim wpływem tak się ukształtowałeś? Skąd się to wzięło, że malujesz tak, a nie inaczej?

MARCIN: Wydaje mi się, że to się wzięło z Grupy Ładnie. To, że byliśmy tak razem. Jeden na drugiego wpływał.

MARTA: Styl Grupy Ładnie jest bardzo wyrazisty. A przecież jak zdawałeś na Akademię, to musiałeś zdawać jakiś klasyczny rysunek, nie wiem akt, jakaś kompozycja, teczka z rysunkami itd. A potem dostajesz się na akademię i okazuje się, że masz styl. Przecież w pewnym momencie tak zaczęliście malować. Który zaczął?

MARCIN: Ja.

ANIA: Dużo masz teraz wystaw?

MARCIN: Grupowych to tak. Może nawet za dużo. Niedobrze, żeby tyle pokazywać.

ANIA: Dlaczego tak myślisz?

MARCIN: Bo się opatrzy. Powinno się młodych teraz pokazywać.

ANIA: Marcin, czujesz, że odniosłeś sukces?

MARCIN: Mam taki komfort, że żyję z obrazów.

ANIA: A co to dla ciebie jest sukces?

MARCIN: Nie wiem. Ja nie jestem napalony na tą całą sztukę, wystawy. Lubię malować. Lubię sobie malować

ANIA: Widujecie się często? Teraz to chyba już nie, co?

MARCIN: Z Sasnalem? Widziałem się z nim ostatnio. A z Rafałem to dłużej się  nie widziałem.

MARTA: Przeczytałam na stronie Rastera, że powiedziałeś kiedyś, że odchodzisz z Grupy Ładnie, bo Grupa Ładnie chce się dorwać do koryta. Co to za tekst?

MARCIN: A to się tak wygłupialiśmy. Chodziło o AWS, że każdy chce się dorwać do koryta, ale to tak na żarty było. Wtedy nie myśleliśmy, żeby pójść do galerii, sprzedać obrazy. Liczyła się zabawa, żeby w Rentgenie zrobić jakieś imprezy. Pójść na zajęcia w szkole i wracać do malowania. Teraz nie chce nam się działać razem, bo to już było takie powtarzanie. Właściwie ta Grupa Ładnie to nie wiem, jako grupa nic nie robiliśmy. Puszczaliśmy nagrania, był Józek Kurosawa. A to, ze mieliśmy wystawę, Wilhelm albo ja, to potem było, że to Grupa Ładnie. Może przez to, że ta Grupa Ładnie to taka Ładna nazwa.

ANIA: Skąd się wzięliście w "Zderzaku"?

MARCIN: Nie wiem czy nie przez Wilhelma. Wilhelm chodził do Marty do "Zderzaka" z portfolio. Nawet śmiałem się z niego, że tak się prosi. Był najstarszy, przecierał szlaki.. Nie wiem, czy potem zareklamował, że ma kolegów, którzy malują? Chyba tak. Potem była Marta w pracowni Rafała, potem w mojej. I poszło.

 

Kraków, 2002

 

       
| galeria | archiwum | oferta | wydawnictwa | wystawa | e-mail |
| galeria dla dzieci |
 
Galeria Zderzak wszelkie prawa zastrzeżone.
Korzystanie z dzieł udostępnionych na stronie internetowej dozwolone jest wyłącznie w celach niekomercyjnych dla użytku prywatnego. Wykorzystywanie reprodukcji i tekstów wyłącznie za zgodą Galerii.