DEZERTERZY GRASUJĄ, KOBIETY W CIĄŻY
PALĄ
MARTA KARPIŃSKA: Marcin, jesteś
popularny. Twoje obrazy są strasznie znane. Nawet wśród
ludzi, którzy kompletnie nie interesują się malarstwem.
Czujesz to?
MARCIN MACIEJOWSKI: O niczym taki nie
wiem.

Marcin Maciejowski
MARTA: Skąd się wzięła
społeczna tematyka w twoich nowych obrazach: dwunastolatki
piją alkohol, kobieta w ciąży pali papierosa,
mąż bije żonę, dezerterzy uciekają?
MARCIN: Tematy pozbierałem z gazet.
Taka psychologia dla gospodyń - żeby dzieci nie
widziały takich scen. Każdy artykuł ilustrowało
pozowane zdjęcie, że mąż na przykład
krzyczy na żonę. Po wystawie "Popelita"
w Bunkrze w zeszłym roku, pani szatniarka z Bunkra,
miała tam mnóstwo takich gazet i dała mi je wszystkie.
Z każdej gazety brałem jeden temat psychologiczny.
MARTA: Widziałam też twój obraz,
chyba namalowałeś go w Niemczech. Miał niemiecki
tytuł: "Strach". Przedstawiał kobiety
muzułmańskie.
MARCIN: To było po tych zamachach.
Wszyscy byli źli na Arabów. Ten obraz powstał
na podstawie zdjęcia z artykułu.
MARTA: A ten obraz "W izraelskim
mieście". To było po jakimś zamachu?
MARCIN: A to nie. Tak namalowałem
płonący samochód. Wcześniej Wilhelm Sasnal
takie malował. Z tym, że on takie rozwalone samochody.
MARTA: A partyzanci? Chodzi mi o obraz:
"Akcja pod Arsenałem".
MARCIN: W "Super Ekspresie"
był komputerowy wykres tej akcji. Tu Polacy, tam Niemcy.
Tu stał ten samochód, tu wyjeżdżała
więźniarka.
MARTA: O co chodzi w tym obrazie "Granice
głupoty"?
MARCIN: Malowałem też taki plakat.
"Granice głupoty" - to tytuł artykułu.
Akurat miałem jakieś rysunki z granicami Polski.
Te postacie, to też z takich strasznych gazetowych
historii. Nie pamiętam dokładnie...Jakiś
taki gość, który psa miał i on go spuszczał
specjalnie na ludzi, żeby ich gryzł. Też
był na tym obrazie ktoś na łóżku, to
z kolei był kolejarz. Ktoś rzucił kulą
śniegową w szybę pociągu. I on dostał
i wylądował w szpitalu. Te dwie pozostałe
postacie, to też takie historie z "Super Expresu".
No, że nie ma granic zrobienia czegoś głupiego.

Kochaj żonę calą duszą a trząś nią jak gruszą, olej na płótnie,
54x45, 2000
praca na sprzedaż [więcej]
SZATNIARZ SPRAWDZA GRAMATYKĘ
MARTA: Jak było w Niemczech?
MARCIN: Było tam cudownie. Wszystko
mi się podobało. Byłem w takich komfortowych
pracowniach artystów. Tutaj na przykład to się
mieszka i pracuje w jednym pomieszczeniu. Oni tam mają
to oddzielnie. Pojechałem tam na trzy miesiące
i miałem plan, żeby malować. W południe
szedłem do pracowni i siedziałem do wieczora.
Do domu miałem sto metrów. No i tak, co dwa dni był
obraz.. Nie miałem tam nic innego do roboty.
MARTA: Wiele twoich obrazów ma niemieckie
napisy.
MARCIN: Miałem tłumacza. Po
angielsku prosiłem, żeby ktoś mi przetłumaczył.
Na przykład znajomy szatniarz sprawdzał mi gramatykę.
ANIA TASZYCKA: A jak była tematyka
tych obrazów, które malowałeś w Niemczech.
MARCIN: Miałem być malarzem
miasta. Miałem malować obrazy konkretnie o tym
miejscu, o Leverkusen. /*Marcin przebywał na trzymiesięcznym
stypendium Bayera w Leverkusen/. Taki był cel tego
stypendium. Wymyślałem sobie tematy. Na przykład
pejzaże.
Tam jest raczej nudno. W Polsce znajduję więcej
tematów, może przez to, że jestem stąd. W
Niemczech jest wszystko ułożone. Fajnie jest być
tam jakiś czas, ale lepiej żyć tu. A tam
sprzedawać. Tam się interesują. Kupują
dzieła sztuki.
MARTA: Sprzedajesz tam obrazy?
MARCIN: W Niemczech nie. Współpracuję z taką
galerią z Wiednia. Mam mieć tam wystawę w
listopadzie. Nie wiem jeszcze, co na niej będzie.
ANIA: Masz jakiś cel w życiu
typu, żeby gdzieś mieć wystawy na przykład
w Nowym Jorku?
MARCIN: W Nowym Jorku?! Nie, nie bardzo.
Ja w ogóle nie lubię nigdzie jeździć.
MARCIN MALUJE, GAGARIN ODLATUJE
ANIA: Jak się inspirowałeś
niemieckimi gazetami, skoro nie znasz języka?
MARCIN: Nie inspirowałem się
specjalnie, parę tylko rzeczy znalazłem. Ta gazeta
nazywa się "Bild". Jest dużo zdjęć.
Jak czytam, to większość rozumiem. Przedtem
był taki "Super Expres", teraz zmienił
się na gorsze. Kiedyś kupowałem "Super
Expres" i właściwie z każdego numeru
miałem obraz. Teksty też są gorsze.
ANIA: Złagodniały jakoś,
czy stały się mniej wyraziste?
MARCIN: No coś takiego. Takie nieciekawe.
Teraz to już mi się nawet nie chce tak oglądać.
MARTA: Może przestało cię
to ruszać. Namalowałeś kilka takich drastycznych
rzeczy. Na przykład obraz o facecie, który znalazł
zużytą prezerwatywę w kartonie z sokiem.
Skąd to wziąłeś?
MARCIN: No właśnie z "Super
Expresu'". Tu w "Bild" są fajne zestawienia.
Jak te na przykład. Wycinam sobie. Nawet malowałem
takie obrazy złożone z kilku takich wyciętych
rzeczy z gazet. O, a tu wykresy. Teraz mnie wykresy interesują.
To znaczy, jak jest na przykład jakiś artykuł
w gazecie, to do niego jest taka symulacja graficzna. Komuś
się coś stało trzysta metrów od domu, to
jest zaznaczone. Takie tłumaczenia sytuacji.
ANIA: Ty zbierasz takie rzeczy? Wycinasz,
prowadzisz zeszyty?
MARCIN: Prowadziłem. Zbierałem,
to na co trafiłem.
ANIA: Jesteś pracowity?
MARCIN: No. Trzeba się pochwalić.
Nie mogę usiedzieć na przykład. Ale to chyba
każdy tak ma, żeby nie marnować czasu.
ANIA: Masz takie momenty, że chciałbyś
coś namalować, ale nie wiesz co?
MARCIN: Nie. Właśnie mam za
dużo tych pomysłów. Zapominam nawet co chciałem
namalować. Te obrazy napływają codziennie.
Jest już potem kolejka obrazów do namalowania.
ANIA: A telewizja cię inspiruje?
MARCIN: Też. Kupiłem sobie specjalnie
kamerę. Nagrywam, żeby potem malować z tego,
z telewizora na przykład. Nagrywam coś z telewizora
na kamerę, potem wrzucam na komputer.
MARTA: Co masz na tych zdjęciach
w komputerze?
MARCIN: Tu na przykład mam zdjęcia
z filmu "Trainspotting". A tutaj osobny plik "Obciach
fryzury" - niektóre już namalowałem. Znalazłem
to w internecie. Tutaj "Kibice stadionów". Tu
właśnie to nagrałem z telewizora, no z tych
stop klatek powstał komiks. Inny plik: "Elżbieta
Jaworowicz". To z filmu nagranego z telewizji pt.:
"Pogarda". Tu inny temat: "Ksiądz łobuz"
- reportaż z TVN. Powstał z tego obraz: "Zbezcześciliście
moje szaty". Tu jeszcze mam plik z Papieżem. O
tych kremówkach malowałem dla "Przekroju".
Chcę namalować nowe obrazy o Papieżu, tu
mam zdjęcia z gazet, tu jak wysiada z samolotu. Może
jeszcze skorzystam z jakiegoś albumu o Papieżu.
A tutaj mam sfilmowane koleżanki. A tu Józek Kurosawa.
Tu na tle zachodu słońca, a tu zawinięty
w ten śpiwór wygląda jakby go Christo zapakował.
A tu Małysz. W zeszłą zimę cały
czas grałem w komputerową grę o Małyszu.
No i muzyka, to jest dopiero inspiracja - zespół "Boys".
O tu są jeszcze zdjęcia z mojego ślubu -
niektóre, aż się proszą, żeby je namalować.
Ja sobie specjalnie zapuszczałem włosy na ślub,
żeby móc je tak nażelować do tyłu, żeby
do zdjęcia wyglądać tak poważnie. Nałożyłem
sobie kilo żelu, żeby mi się w kościele
nie rozwaliła fryzura. U mojego kolegi Marcina Gullisa
to dopiero był ślub, taki na trzysta osób, grał
Bayer Full na żywo, były sztuczne ognie. Niestety,
zatrułem się i nie mogłem pojechać.
My też mieliśmy na naszym weselu disco polo, bo
przy tym się najlepiej bawi. Jest taki klimat, wszyscy
tańczą. Puszczaliśmy muzykę z kaset,
bo zespół by się nie zmieścił. To było
małe wesele, takie na trzydzieści osób, nawet
chłopaków z Grupy Ładnie nie zaprosiłem.
MARTA: Nie żal Ci sprzedawać
obrazów?
MARCIN: No do niektórych jestem przywiązany,
na przykład tu wisi obraz o odlocie Gagarina. On jest
sprzed paru lat, zobaczcie jak jest bylejak malowany. Zdjęcie
i napis: "Był powszechnie lubiany, spokojny, opanowany"
wziąłem z takiej książki o kosmonautach,
to jest opinia jakiegoś komendanta o Gagarinie. To
tak jakbym o sobie malował.

Ni to sprzedać, ni wymienić, lepiej się było nie żenić,
olej na płótnie, 54x45 cm, 2000
praca na sprzedaż [więcej]
PROFESOROWIE MÓWIĄ, ŻE ŁADNIE
ANIA: Marcin co wyniosłeś ze
szkoły, z Akademii. Co ci się do dzisiaj przydaje?
MARCIN: No pobyło się z kolegami,
z koleżankami.
ANIA: No a ze strony stricte akademickiej?
W sensie, że uczą cię, że coś trzeba
robić tak, a nie inaczej? Jak wyglądały twoje
kontakty z profesorami? Zostało ci coś z tego?
MARCIN: Pewnie się coś tam wyniosło.
Słuchało się tych korekt, nie mogę powiedzieć,
że nic się tam działo. Na Akademii, to tak
jak każdy, musisz się wykazać na egzaminach.
A jak się już dostaniesz, to masz pięć
lat wolnego.
ANIA: A pamiętasz jeszcze teczkę
z rysunkami, na pierwszym roku? Co to było?
MARCIN: Pamiętam. A takie, jakieś
kubki, tego typu rzeczy. Raz tylko na egzaminie martwą
naturę malowałem, potem już na zajęciach
malowałem modelki, a później to już sobie
przynosiłem gazety do pracowni i z nich malowałem.
MARTA: A profesorom się podobały
twoje rzeczy?
MARCIN: Na początku to tak średnio.
A potem profesorowie mówili, że dobrze. Że ładnie.
MARCIN SIĘ NIE NAPALA NA SZTUKĘ
MARTA: Jakiego artystę lubisz? Interesuje
cię sztuka?
MARCIN: Nie no interesuje mnie. Wyspiańskiego
sobie ostatnio kupiłem. Z tej serii "Wielcy Malarze".
Wyspiański namalował ten pejzaż z okładki
z tego miejsca, gdzie teraz mieszkam. On miał tu pracownię
niedaleko, malował to po drugiej stronie ulicy, tu
za rogiem. No, oprócz Wyspiańskiego wiele rzeczy mi
się podoba.
MARTA: Ale ja pytam raczej w tym sensie,
jaki artysta wpłynął na ciebie.
MARCIN: Mnie się sztuka ogólnie podoba.
Ja lubię oglądać. Ale tak to się nie
pasjonuję. Nie chce mi się chodzić na jakieś
wystawy. Gruppa? No, uważam że ich obrazy są
bardzo dobre. Są OK. Dwurnik? Dwurnik też. Wspaniale
nakłada farbkę.
MARTA: Ale na początku malowałeś
tak jak teraz?
MARCIN: Nie.
MARTA: No to pod czyim wpływem tak
się ukształtowałeś? Skąd się
to wzięło, że malujesz tak, a nie inaczej?
MARCIN: Wydaje mi się, że to
się wzięło z Grupy Ładnie. To, że
byliśmy tak razem. Jeden na drugiego wpływał.
MARTA: Styl Grupy Ładnie jest bardzo
wyrazisty. A przecież jak zdawałeś na Akademię,
to musiałeś zdawać jakiś klasyczny rysunek,
nie wiem akt, jakaś kompozycja, teczka z rysunkami
itd. A potem dostajesz się na akademię i okazuje
się, że masz styl. Przecież w pewnym momencie
tak zaczęliście malować. Który zaczął?
MARCIN: Ja.
ANIA: Dużo masz teraz wystaw?
MARCIN: Grupowych to tak. Może nawet
za dużo. Niedobrze, żeby tyle pokazywać.
ANIA: Dlaczego tak myślisz?
MARCIN: Bo się opatrzy. Powinno się
młodych teraz pokazywać.
ANIA: Marcin, czujesz, że odniosłeś
sukces?
MARCIN: Mam taki komfort, że żyję
z obrazów.
ANIA: A co to dla ciebie jest sukces?
MARCIN: Nie wiem. Ja nie jestem napalony
na tą całą sztukę, wystawy. Lubię
malować. Lubię sobie malować
ANIA: Widujecie się często?
Teraz to chyba już nie, co?
MARCIN: Z Sasnalem? Widziałem się
z nim ostatnio. A z Rafałem to dłużej się
nie widziałem.
MARTA: Przeczytałam na stronie Rastera,
że powiedziałeś kiedyś, że odchodzisz
z Grupy Ładnie, bo Grupa Ładnie chce się
dorwać do koryta. Co to za tekst?
MARCIN: A to się tak wygłupialiśmy.
Chodziło o AWS, że każdy chce się dorwać
do koryta, ale to tak na żarty było. Wtedy nie
myśleliśmy, żeby pójść do galerii,
sprzedać obrazy. Liczyła się zabawa, żeby
w Rentgenie zrobić jakieś imprezy. Pójść
na zajęcia w szkole i wracać do malowania. Teraz
nie chce nam się działać razem, bo to już
było takie powtarzanie. Właściwie ta Grupa
Ładnie to nie wiem, jako grupa nic nie robiliśmy.
Puszczaliśmy nagrania, był Józek Kurosawa. A to,
ze mieliśmy wystawę, Wilhelm albo ja, to potem
było, że to Grupa Ładnie. Może przez
to, że ta Grupa Ładnie to taka Ładna nazwa.
ANIA: Skąd się wzięliście
w "Zderzaku"?
MARCIN: Nie wiem czy nie przez Wilhelma.
Wilhelm chodził do Marty do "Zderzaka" z
portfolio. Nawet śmiałem się z niego, że
tak się prosi. Był najstarszy, przecierał
szlaki.. Nie wiem, czy potem zareklamował, że
ma kolegów, którzy malują? Chyba tak. Potem była
Marta w pracowni Rafała, potem w mojej. I poszło.