|
Jan
Michalski Wdzięk bosych stóp
Andrzej
Szewczyk Komma
|
|
Piotr Bartula
Cnoty Maszlanko
Nieznany zanadto w świecie artysta Maszlanko, zamknięty
na codzień w rezydencji życia wiejskiego, zamknięty
również w sobie, zdecydował się na nie lada akt odwagi.
Dokonał wyjścia z siebie, czyli tzw. alteracji i przeniósł
swoją cichą osobowość w świat kilku artefaktów,
które zbudował ze słomek oraz lepiszcza woskowego. Te
kruche, można rzec retoryczne, figury - nazwał nieco patetycznie
rzeźbami. Od razu narzucił nam zatem konieczność
wątpienia: czy aby nie omylił się, dobierając
określonej przez tradycję nazwy do stworzonych przez siebie
nowoczesnych form. A może kryje się za tym jakiŚ
perwersyjny zamysł? Wszak rzeźba jest dążeniem
do przywłaszczenia sobie istotnej właściwości
natury, mianowicie - długiego trwania. A czy można za
taką próbę uznać przedstawianie rzeczy z założenia
kruchych i jakby niepewnych swojego istnienia? Przedmioty Maszlanko
są wyraźnie skierowane w przeciwną niż trwanie
stronę, ku znikomości i zanikowi. Nie są to więc
rzeźby, lecz raczej Efemerydy. Ale uwaga ta nie podważa
cnoty prawdomówności artysty Maszlanko.
Podobnie jak inni artyści, Maszlanko odwołuje się
do irracjonalnych pokładów twórczości nie poddających
się tematyzacji. Tworzenie jest żywiołem pozarozumowym
- to dewiza wielu współczesnych kolegów po fachu Maszlanko.
Dywagacje intelektualne na temat istoty sztuki mało ich obchodzą,
a nawet są traktowane jako profanacja. Tkwi tu pewne niebezpieczeństwo:
im mniej precyzji w tej sprawie, tym bardziej zacierają się
granice pomiędzy sztuką a niby-sztuką. Najbardziej
korzystają na tym producenci tej ostatniej. W ten sposób obłuda
triumfuje i w tej dyscyplinie ludzkiego działania. Dochodzi
do tego, że nawet "prawdomówni" artyści powtarzają
jeden za drugim, iż sztuką jest to, co zostało wykreowane
przez artystę, zaś artystą ten, kto wykreował
sztukę. A więc to, co zostało wytworzone lub wybrane,
powinno zostać przedstawione. Jest to klasyczna pułapka
"błędu naturalistycznego". Nie dotyczy to oczywiście
artysty Maszlanko. Jakkolwiek nie znajduje on przyjemności
w spekulacji i teorii, wierzy w autonomiczną "rzeczywistość
sztuki" istniejącą poza arbitralnymi działaniami
i przedstawieniami aspirantów. Można mieć nawet wrażenie,
że w aktach strzelistych swoich słomek kryje Maszlanko
jakieś religijne cnoty, zapatrywania i nostalgie. Nie oznacza
to wszakże, iż popadł on w mistycyzm i odrzucił
świat doświadczenia. Trzyma się jak na razie, być
może ostatkiem sił, materii życia. Próbuje oddać
swoimi Efemerydami znikomość i kruchość zjawisk,
przemijalność dzieł ludzkich; także dzieł
sztuki i miejsc ich ekspozycji. W tym przypadku oczywiście
chodzi o galerię Zderzak.
Skoro świat przemija, to i moje dzieła dzieła powinny
zmierzać z premedytacją do przemijania - oto ideologia
specyficznie pojmowanego weryzmu artysty Maszlanko. Rzecz jasna,
nie pragnie on zagłady świata, nie jest też zapewne
katastrofistą. To raczej punkt widzenia fatalisty - co istnieje,
istnieje o tyle, o ile jest efemeryczne. Parafrazując, nieco
naiwnie, filozofa, mógłby Maszlanko powiedzieć: "jestem
przemijalny więc isnieję". I tu dostrzegamy kolejną
cnotę Maszlanko - skromność. Nie chce on popaść
w grzech pychy, nie pragnie - bo niby jakim prawem - utrwalać
bytów wiecznych w rodzaju platońskich idei. Zmierza raczej
do utrwalania przemijania. A jest to zadanie nader trudne, niemal
niewykonalne - rodzaj kwadratury koła. Jak w przyszłości
wybrnie z tego artysta Maszlanko? Zobaczymy. Na razie bardziej mu
odpowiada świat jaskini platońskiej, w której przedmioty
"pojawiają się i znikają". Powstają,
aby zniszczeć. Ale my, ludzie przyzwyczajeni do platonizmu
w sztuce (obecnie relikty przeszłości, obiekty muzealne,
możemy żywić pewne obawy. Lękamy się mroków
tkwiących za tymi efemerydami współczesnej sztuki. Jesteśmy
pełni niepokoju, iż oddalanie się powolne, ale sukcesywne
od świata trwałych i niezmiennych idei, wpędzi nas
ostatecznie w pustkę i nicość, gdzie dowolne fantomy
będą grały rolę dzieł sztuki, widzowie
zaczną "mniemać tylko i niedowidzieć",
krytyka zaś będzie "zmieniać zdanie w tę
i w tamtą stronę, zupełnie jakby rozumu nie miała".
Czyżby zatem Maszlanko dołączał do karnych szeregów
współczesnych zabójców ducha? W takim razie będziemy zmuszeni
odwrócić się plecami do "przestrzeni Maszlanko"
w stronę rzeźb boskich - słońca, gwiazd, kamieni,
skał i stepów ukraińskich. Ale właśnie tam znów
natkniemy się na naszego bohatera - Maszlanko. I okaże
się, że tego rodzaju intencje są obce jego, w istocie
bogobojnej, naturze. Najpewniej jest wprost przeciwnie: Maszlanko
cierpi na przepełnienie duchem i z tego nadmiaru kultywuje
ascetyzm życia i formy. Być może trawi go nawet pokusa
radykalnej ascezy: zrezygnować już ze słomek, a pozostać
przy konstrukcjach zbudowanych wyłącznie z nitek widocznych
tylko w ostrym oświetleniu. Czy tak się stanie? Czy Maszlanko
pragnie naśladować swoją twórczością pająka,
który snuje wyrafinowane estetycznie, beztreściowe konstrukcje,
ponure w swej praktycznej celowości? Można przypuszczać,
że właśnie ten nieświadomy, tkwiący gdzieś
samotnie w gąszczu przyrody twórca, który oczekuje na swoją
ofiarę, jest biologicznym prototypem artysty Maszlanko. W przypadku
tego ostatniego ofiarą jest uczestnik wernisażu lub wyłoniony
z tłumu przechodniów - ścigany przez burzę lub policję
- przypadkowy wizytant galerii. A więc działalność
Maszlanko jawi się teraz jako makabryczny żart, w którym
idzie o stworzenie pułapki na widza i wciągnięcie
go w przestrzeń artysty. A następnie porzucenie konstrukcji-pułapki,
aby powoli ginęła i wiotczała... Dziś Maszlanko
snuje swe nitki gdzie indziej... Ale i te podejrzenia są chyba
bezzasadne. Skoro widzieliśmy jego dobroduszne spojrzenia kierowane
na kolegów i współbraci, bez cienia wątpliwości uznajemy
dobroć tego człowieka.
Jeszcze jedno pytanie - trywialne - nasuwa się naszym, nazbyt
może dociekliwym, umysłom. W jaki sposób kupić Efemerydy
Maszlanko? Zostały one wykreowane w galerii Zderzak i tam już
dozgonnie pozostawione. Ta forma, podobnie jak linie papilarne Maszlanko,
nigdzie - w jakimś mieszkaniu, innej galerii, w naturze - nie
może zostać odtworzona. Pozostaje tylko jedno wyjście.
Zakupić te Efemerydy - ale wraz z całą galerią,
a w gruncie rzeczy, wraz z całą kamienicą przy Sławkowskiej
1. To także jest możliwe. Lecz Maszlanko na to nie liczy,
co świadczy o jego absolutnej bezinteresowności. Liczy
wyłącznie na budzenie refleksji oszczędnej, skromnej,
pozbawionej pychy, uznającej własną ułomność
i przynależność do "świata, który jest, ale
zniknie". A przecież znikną niebawem nie tylko formy
Maszlanko, ale i galeria Zderzak, znajdujące się tam komputery,
faksy, sekretarki, właściciele, papiery, szklanki, katalogi,
księgowość, etc. Czyżby zatem Maszlanko "myślał"
swoimi Efemerydami o wieczności? Jeżeli tak jest, to formy
przezeń stworzone wykazują pewne podobieństwo do
rzeźby, która jest raczej obiektem biernej kontemplacji świata,
niżeli narzędziem uczestnictwa w świecie, jak ma
to miejsce w przypadku wszelkiej sztuki akcji - muzyki, filmu, teatru
czy performance.
|